adopt your own virtual pet!
Matki-Polki lęki, jęki... nie, to plagiat. Kobieta pracująca... Też plagiat.
środa, 29 marca 2006
W amoku
MŻK zapomniała już dawno, jak się nazywa. Nie ma czasu wyprać majtek, nie mówiąc o pisaniu. Odezwie się 3 kwietnia, na razie jest w amoku.
22:19, kurt.wagner , locha
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 marca 2006
Praca koncepcyjna

Praca koncepcyjna trwa. W trakcie koniecznych przerw dla higieny umysłowej MŻK odkryła super serwis i teraz puszcza sobie w kółko ukochany kawałek Klausa Nomi, odwieczny poprawiacz nastroju...

http://youtube.com/watch?v=gFaZyHxQGYQ

17:27, kurt.wagner , locha
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 marca 2006
Na gruzie, w kurzu, z kablem w zębach

Dzień zaczął się nieźle. Momzior wykręcając się przed lustrem zapytał, czy MŻK też umie obejrzeć oba swoje pośladki naraz. MŻK popróbowała wykręcania z miernym skutkiem i stwierdziła, że nie do końca, co córeczka 4 i 8/12 podsumowała z prostotą: "Bo ty po plostu jesteś za gluba, a ja jestem mała w sam laz." I zaczęła podśpiewywać: "A ja mogę, a ty nie, a ja mogę, a ty nie", co wprawdzie nie wprowadziło MŻK w przymus odchudzania, ale po raz kolejny postanowiła ona Zacząć Systematycznie Ćwiczyć. Zwłaszcza skręty tułowia.

I na postanowieniu się skończyło. Po raz kolejny. Bo po śniadaniu MŻK sprzedała dziecko rodzicom i siadła pisać cholerną prezentację. Zdążyła się wprowadzić w nastrój wiedzy, gdy przyszli w krótkim odstępie czasu:

a) elektryk przekuć rów w suficie, przeciągnąć kabel i przewiesić lampę nad stół

b) instalator kablówki wywiercić dziury w ścianach i pociągnąć nowy kabel, okazało się bowiem, że pierwszy instalator schrzanił sprawę, wykorzystał poprzedni kabel po poprzednich właścicielach i innym operatorze, a teraz coś nie styka na złączach i stąd się zawiesza internet i kablówka

Uff.

Zaczęło się kucie, gruz, kurz i to co w tytule. MŻK usiłowała w tym czasie z doskoku kontynuować pracę koncepcyjną naukową, ale nie szło nadal, tyle, że teraz była obiektywna wymówka. Na szczęście OPiW powrócił w porę i przejął rolę buldożera i odkurzacza, ale pył szwendać się będzie wokół jeszcze przez jakiś czas.

Teraz lampa wisi tam, gdzie powinna, internet chodzi, TV działa (głównie chodzi o BBC Prime, pana Mopple i miasteczko Balamory, niektórzy są uzależnieni), a MŻK siedzi i patrzy w Power Pointa jak sroka w gnat. I ukradkiem pisze bloga...

czwartek, 23 marca 2006
Znowu wieczór

Matka, żona i kochanka opiłowała paznokcie dopiero dziś. Zaczynała już wyglądać jak Cruella de Mon i tak też się czuła. Internet padł, do sieci wejść się nie dało. Momzior wyrażając bunt i walkę o własne jestestwo skopał w afekcie białą ścianę zostawiając fantazyjny wzór z kapciowych pieczątek. Kolejna prezentacja leży odłogiem, a został tylko tydzień. Niecały, Góra musi to jeszcze przeczytać.

Depresja?

niedziela, 19 marca 2006
Wieczór

Dobry wieczór!

Dwa pytania na dziś:

1) Czemu parszywy koszyk piknikowy od dwóch tygodni stoi w kącie (tzn. wędruje z kąta w kąt), bo Ostatni Pan i Władca mimo licznych monitów, także na piśmie, nie raczy go w końcu znieść do piwnicy?

2) Czemu jutro wróciwszy z wywieszonym ozorem z pracy Matka-Żona-Kochanka musi wyciągać odkurzacz i sprzątać zarośniętą kurzowymi fafułami sypialnię, skoro od trzech dni słyszy od OPiW: "Ależ zostaw, ja to zrobię"??? Dodam, że niecierpliwa MŻK wysprzątała już wczoraj w przerwach między szykowaniem prezentacji zarośnięte kurzowymi fafułami przedpokój, sypialnię Momziora, living-room i kuchnię. OPiW sprzątnął łazienkę i spoczął na laurach. Dodam też, że OPiW w ramach Obowiązków Służbowych udaje się jutro out out out raus do odległego miasta, a MŻK nie wytrzyma w kurzu przez kolejne trzy dni.

Nie schodząc na manowce drobiazgów dochodzimy do podstawowego problemu: męskie a żeńskie widzenie świata. Ha. Odwieczny problem. Matka-Żona-Kochanka w ramach unaoczniania konfliktu interesów zapytała wczoraj OPiW, co by odkurzył sprzątając living-room odkurzaczem. Salon elektroluksem. Czy jak tam chcecie. Ostatni Pan i Władca spojrzał rybim okiem i rzekł: "No, podłogę?". Mimo długiego namysłu nic więcej nie przychodziło mu do głowy. MŻK uświadomiła mu, że przeciętna kobieta zwraca też uwagę na konieczność odessania kurzu z kanapy i wyściełanych krzeseł, które kurzą się jak cholera (co nie znaczy, że zawsze je odkurza. Z braku czasu, napędu i szeregu innych powodów). Nie wspominając już o przetarciu parapetów, półek, telewizora etc. OPiW  podsumował wyrozumiale: "Jakieś babskie sprawy..." . Matkę-Żonę-Kochankę bawiło to w "Obcym 4", w życiu przestało bawić jakieś dwa lata temu. Well.

Tyle na dziś. Teraz MŻK umyje się, wyszoruje lepką od tłuszczu kuchenkę (OPiW ugotował pyszny gulasz, szkoda, że na swoje zęby, dziecko odmówi spożycia jędrnego mięska), wykończy prezentację i papiery na jutro, może starczy jej energii, żeby opiłować paznokcie. A jutro kolejny dzionek. Hasta la vista, babies!