adopt your own virtual pet!
Matki-Polki lęki, jęki... nie, to plagiat. Kobieta pracująca... Też plagiat.
niedziela, 26 października 2014
Pojęcie ciężkich czasów bywa względne

1918: "Oszczędna kuchnia na ciężkie czasy" - ułożyła Pani Jadwiga.

Początek przepisu na bulion:

"Dla otrzymania pół kilograma bulionu bierzemy cztery kilogramy mięsa mieszanego: wołowiny, cielęciny, kury, indyczki i in."


                                         *****

 

1968 (wydanie IV): "Książka kucharska dla samotnych i zakochanych" - Maria Lemnis i Henryk Vitry.

Początek przepisu na befsztyk:

"Zdobycie polędwicy wołowej nie należy do rzeczy łatwych. Nie zrażajmy się tym, że przeważnie usłyszymy w sklepie rzeźniczym odpowiedź: "polędwicy nie ma". Jeśli zdobędziemy się na cnotę wytrwałości, uprzejma sprzedawczyni lub sprzedawca spyta nas kiedyś z uśmiechem: "czy zważyć całą polędwicę"? Zastanówmy się chwilę. Cała polędwica to duży wydatek, no, i jak na potrzeby kawalerskiego gospodarstwa zbyt wiele. Ale jeżeli jesteśmy "przy pieniądzach", a na dworze jest mroźna zima, kupmy przynajmniej pół kilograma. Będziemy wówczas jedli trzy dni pod rząd befsztyki, co zważywszy rzadkość pojawiania się tego specjału na naszym talerzu, sprawi nam sporo przyjemności."


15:24, kurt.wagner , asafetyda
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 marca 2014
Zdziwniej i zdziwniej i zdziwniej. I zdziwniej.

MŻiK kompletnie nie ma czasu (w tym tygodniu zapowiedział się jej ulubiony monitor), więc leci przez zaległy fik tłumacząc go odruchowo na polski skrawkiem mózgu (lubi się bawić tłumaczeniami), póki nie trafia na "bupkis". Dzięki Nornom za internet. Goat shit, powiada google-wujo. Aha. Skrót z jidysz, short for kozebubkes (goat droppings), powiada google-wujo. MŻiK resetuje obie półkule. Mózgowe. Kozie bobki? Na wszystkich bogów Vanaheimu, dobrze, że nie owcze. Ciekawe jaka byłaby amerykańska trakskrypcja.

  

16:47, kurt.wagner , asafetyda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 marca 2013
Swędzenie trzonowców

MŻiK zaspana konsultuje zęby z Meduzą. Komentarz profesjonalistki: "A te ubytki klinowe powikłane próchnicą w zębach dolnych to pikuś. Do zrobienia na jednej wizycie."

Czy ja dobrze myślę, że dawniej sztuczne szczęki robiono z prawdziwych zębów i w związku z tym też je mogła tknąć próchnica??


21:18, kurt.wagner , asafetyda
Link Komentarze (6) »
sobota, 16 marca 2013
Ot, konfuzja.

MŻiK odkryła dziś, że olej rydzowy nie jest z rydzów i że "lepszy rydz niż nic" nie odnosi się do grzybów. Owocny dzień.

 

21:47, kurt.wagner , asafetyda
Link Komentarze (4) »
środa, 18 maja 2011
Jednak nie zeżarli wszystkich

Faktycznie trochę jak wiewiórka...

20:25, kurt.wagner , asafetyda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lutego 2008
Ręka Lectera

Miał jak wiadomo sześć  palców u lewej ręki, podwojony środkowy - co istotnie jest najrzadszą formą. Nie mogę odżałować, że Hopkins tej dłoni jakoś nie chował, że tak wyraźnie w "Milczeniu owiec" widać pięć palców, ale nie można mieć wszystkiego. Aż tu nagle znalazłam to -  http://www.scribd.com/doc/2060320/Plays-a-Mean-Piano

No i masz - ręka Hannibala... Lewa w dodatku.

22:41, kurt.wagner , asafetyda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 kwietnia 2007
Asafetyda

Idąc po sznurkach wlazłam na blog baby1955 i rozważania o słowach przebrzmiałych. Tknęła mnie asafetyda. Siłą rzeczy znam ją jako roślinę leczniczą, jedno co wiem na pewno, to że egipskie damy mieszały ją z wielbłądzim łajnem i czymś tam jeszcze w celu uzyskania globulek dopochwowych o działaniu antykoncepcyjnym. No, może osobiście nie mieszały, zważywszy zapach - to drugie, co wiem, to że toto podobno śmierdzi.

No i teraz o jakości wiedzy w internecie. Zaintrygowana wzmianką o nacieraniu talerzy postanowiłam wyguglac nieco informacji. I cóż widzę - w kolejnych tekstach pojawia się ziarno wiedzy powielane ewidentnie metodą copy-paste: otóż zaletą asafetydy ma byc "znikoma agresywność w stosunku do bakterii jelitowych". A cóż to znowu, na Jowisza! Czy my mówimy o antybiotyku, który wybija bakterie i siłą rzeczy także florę jelitową? Czy o ziołowym leku/przyprawie, bo taki się objawia ogólny trynd? Dalej na forach wegetariańskich pojawiają się koncepcje, że cebula spożywana w dużych ilościach wybija florę jelitową na amen, ale sorry Winnetou, w latające spodki to ja też nie wierzę.

Idźmy dalej. Intryguje mnie kwestia zapachu. Tu ma po prostu śmierdziec, tam śmierdziec zgniłymi jajami, tam znowu czosnkiem, a tu znowu "intensywny, charakterystyczny zapach, porównywany z cebulowym, choć ma bardziej subtelny aromat". Znaczy może tak jak z cebulą? Jednym śmierdzi, drugim pachnie? Mnie tam pachnie, ditto czosnek. A, już znalazłam. Zgniłymi jajami na świeżo, czosnkiem po podgrzaniu. Trochę karkołomne. Kolejna wersja: "Very strong smell, rather repugnant, remotely similar to (not altogether fresh) garlic". Żeby zagmatwac sprawę, asafetyda jest też składnikiem perfum: "Nuta podstawowa [Rare No 1] tworzy trzecią i ostatnią częśc zapachowego przemijania. Utrzymuje się w ubraniu i we włosach jeszcze długo po ulotnieniu się nuty sercowej. Tu stapia się delikatnie z nutą sercową i uderza ciepłym zapachowym miksem z ambru, asafetyda, patschuli, wanilii i z nieprzemijającą nutą balsamu". Pomijając już, że tłumocz wali na żywca i nie zna polskich nazw, to perfumy na czosnku??!? I co zostało przetłumaczone jako balsam, tak przy okazji? Styraks? Ciekawostka.

Nic to. Otrzyjmy pot z czoła i idźmy dalej.

"Kronika tygodniowa" Prusa: "jego „poglądy” stają się tak nudne jak asafetyda". Czemu nudne jak asafetyda? Skąd im się tak kojarzyło?

"asafetyda /Asa foetida/ - jest to wysuszony sok mleczny, wyciekający przy nacinaniu grubych, mięsistych korzeni azjatyckich bylin Ferula asa foetida /Scorodosoma foetidum Bunge/ oraz kilku innych pokrewnych gatunków Ferula z rodziny Baldaszkowatych /Umbelliferae/, są to rośliny występujące na pustyniach i stepach Iranu, Afganistanu i Tadżykistanu o grubym, palowym korzeniu. Sam surowiec ma postać gładkich bryłek i ziaren, z zewnątrz brunatno-żółtych (miejscami fioletowych) o przełomie połyskującym, początkowo białym, na powietrzu jednak szybko czerwieniejącym, a w końcu brunatniejącym. Zapach gumożywicy jest dość nieprzyjemny, zbliżony do czosnkowego, smak gorzki i drapiący. Główne składniki czynne asafetydy to: olejek eteryczny (zawierający m.in. związki disulfidowe - warunkujące nieprzyjemny zapach), żywica (z charakterystycznymi estrami kwasu ferulowego), śluz (silnie pęczniejący w wodzie) i sole mineralne. Asafetyda jest prastarym kadzidłem i ulubioną przyprawą ludów wschodu. W Europie spopularyzowali ją Arabowie i szkoła Salernitańska. Stosowano ją jako sedativum i spasmoliticum w histerii, nerwicach i padaczce."  Źródło: http://www.chinmed.com/ziololecznictwo/zio_art/bole_glowy_text.htm  ("masaż" nie pisze się przez "rz". Że się nie czepię kretyństw merytorycznych. A dlaczego asafetydę zaliczyli do psychotropów, na wszystkie bóstwa Panteonu??). Swoją drogą na padaczkę stosowali wszystko co się dało.

"Amylazę trzustkową stymuluje głównie imbir (184 proc.!) oraz, w mniejszym stopniu, składniki przypraw, czyli kurkumina, kapsaicyna i piperyna, oraz asafetyda, kminek i cebula. Aktywność amylazy jest hamowana przez kozieradkę." Co to znaczy, że stymuluje w 184 procentach?! O jakie wydzielanie chodzi? Spoczynkowe? Podczas trawienia? Przecież to zależy od tego, co zeżarł delikwent!

"Bywa przyczyną pożarów stepów, ze względu na dużą zawartość siarki, stąd nazwa „zapaliczka”." Zapaliczka to polska nazwa odpowiedniej roślinki. Zdaje mi się, że suche zielsko niezależnie od zawartości siarki hajcuje aż miło.

"Ferula asafeoetida i Ferula narthex", jakoby w architekturze nazwa narteks pochodzi stąd, że kształt przypomina zapaliczkę. Rany.

I na koniec gwoli odjazdowi zupełnemu: "Dawniej używana jako środek uspokajający, nagrobki dziś, meble głównie na Wschodzie, aparaty cyfrowe jako przyprawa . Ma intensywny, jaworki noclegi charakterystyczny zapach, suknie ślubne porównywany z cebulowym, Kuferki na biżuterię choć ma bardziej subtelny aromat. Zaletą asafetydy jest jej znikoma agresywność w stosunku do bakterii jelitowych i wątroby. Jest skutecznym środkiem na wzdęcia i stąd polecana jest jako dodatek do roślin strączkowych.Jednak nie jest polecana kobietom karmiącym, łóżka kobietom w ciąży oraz małym dzieciom." Żeby nie było, że zmyślam, proszę, oto źródło: http://www.042magazine.pl/wiki/index.php?show=Asafetyda

 Mam dosyc. Idę spac. Asafetyda wam wszystkim.

01:13, kurt.wagner , asafetyda
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 kwietnia 2007
Jeszcze o Hannibalu

Bo to tak jest, że generalnie filmy pozostawiają mi niedosyt. Wolę książkę, no nie ma siły. Czytam kompulsywnie, jak to zgrabnie nazwała Wiedźma, zawsze wybiorę czytanie książki ponad inną czynnośc (dalej nie wchodzi mi "c" jak "cma". Zaczynam się przyzwyczajac). Książki zwykle pozostawiają mi niedosyt innego rodzaju, chciałabym dalej, jeszcze i jeszcze, rzadko mam poczucie pełni i nasycenia tekstem. Natomiast jeśli chodzi o filmy... Generalnie nie jestem wzrokowcem. Pamięc mam kinetyczno-węchową, potem dopiero słuchową. Nie widzę bohaterów ani scen czytając książkę. Szalenie rzadko mam sny z wizją, zwykle dominuje dotyk-węch-ruch. Kiedyś nad tym bolałam, potem przyjęłam wraz z resztą inwentarza ;)  A jednak gdzieś w głębi mam zakorzenione pojęcie, jak powinna się przedstawiac warstwa wizualna. Niewiele jest ekranizacji, które jestem w stanie przyjąc nie mamrocząc "tak, ale...". Po chwili namysłu - chyba jednak takiej nie ma... Zwykle akceptuję kilka elementów, a reszty staram się nie zauważac. Ot, chociażby kolejne filmy z Doktorem. Nie jestem w stanie zaakceptowac zamiany Clarice. Wkurza mnie Will Graham w wersji Nortona. Staram się nie dostrzegac starego Pazziego z worami pod oczami. A jednak psychopatyczny Hopkins nadrabia za wszystkich :)

I mam straszny żal do Harrisa, że tak olał kolejną książkę o Hannibalu. Powinien skończyc i nie podpisywac się pod tym gniotem, po który sięgnęłam z pełną świadomością, że się rozczaruję...

23:21, kurt.wagner , asafetyda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Hannibal

Obiecane rozważania.

Fanką doktora Lectera zostałam po przeczytaniu "Hannibala", w innych książkach nie ma tylu jego przemyśleń. Uwielbiam Hopkinsa w tej roli, po prostu skóra się marszczy na tyłku ze strachu - nie dziwię się, że ekipa pryskała na boki, gdy Hopkins "nastrojony na Lectera" szedł na plan - ale zawsze miałam niedosyt co do wyglądu zewnętrznego. No co ja poradzę, Lecter był młodszy! I gdzie ten łasicowaty wygląd, gdzie te czarne lśniące włosy przylegające do czaszki?

Otóż przeglądając blog Wiedźmy znalazłam nawiązanie do "Manhuntera", o którym teoretycznie wiedziałam, ale nigdy nie wpadł mi w ręce. Inny Hannibal, jednym słowem. Wrzuciłam w wyszukiwarkę na Youtube i jest! jest! scena w celi! Najpierw uszy na sztorc - tak, tak, tak mógłby wyglądac, z tym mogłabym się zgodzic! A potem narastające rozczarowanie. No nieee, nieee, z czym do ludzi. I czegoż ten Will wybiega z celi, czym ten mydłek go tak poruszył? Potem kolejna myśl - Will w "Manhunterze" jest o niebo lepszy. No, a potem znalazłam to : D

http://www.youtube.com/watch?v=3Ud2FwhVLq4

I wpadłam. O to chodzi! Hopkins i Petersen together!

22:41, kurt.wagner , asafetyda
Link Komentarze (4) »