adopt your own virtual pet!
Matki-Polki lęki, jęki... nie, to plagiat. Kobieta pracująca... Też plagiat.
niedziela, 21 grudnia 2014
Lluddedig a methedig bron

Zmęczona MŻiK przewraca się o każdego leżącego, w tym przypadku o Kobietę z Kontem.

- Au!

- I'm sorry, I'm so sorry! Czy zmiażdżyłam ci paluszek?

- Nie, tylko poczucie własnej wartości.

Dwucyfrowa zauważa ten błysk w oku matki (nie, Henri, nie będziesz kolekcjonować maszyn rolniczych) i przyzwala łaskawie:

- Dobrze, możesz to wykorzystać na blogu. 

Łaskawca.

 

Z aktualności: MŻiK nie ma czasu, więc znowu ma ochotę pozgłębiać walijski. Ciągle nie może zapamiętać jak jest "idiota", ale utrwaliła sobie, że "f" czyta się "v" i w związku z tym Walijczycy zupełnie inaczej wymawiają Cardiff.

A dzisiaj będą łabędzie w koprodukcji z Welsh National Opera. Zabrać na przedstawienie płetwy czy nie zabrać, oto jest pytanie.

 

(wężykiem: Glan Alun, doktor Wycior, The Doctor (w tym przypadku Dziesiąty), Gerry Durrell, "Cara Fi", Wagner Richard).

P.S. Naprawdę wybieram się do Wiednia tylko po to, żeby obejrzeć Bestattungmuseum i wrócić.

czwartek, 18 grudnia 2014
Wyznanie

Jestem tak zmęczona, że w zasadzie przy życiu trzyma mnie tylko myśl o wyjeździe do Vindobony w celu obejrzenia Muzeum Pochówków.

 


niedziela, 30 listopada 2014
I must ask the Count about these superstitions

Zapikała przypominajka w telefonie: "Kupić krew". Słowo daję, że zapisałam sobie "kupić krem". 

Pora otworzyć wino z Transylwanii.

 

 

 

(Za tytuł uprzejmie dziękujemy B. Stokerowi.)


niedziela, 23 listopada 2014
Whether you are a brother...

... or whether you're a mother, you're stayin' alive, stayin' alive.

Na niespokojne zapytowywania Społeczeństwa odpowiadam, że żyję, aczkolwiek w amoku. To jeszcze potrwa. And a drowning man with no eyes at all.


 

piątek, 31 października 2014
Coś smacznego na drogę

Jak się okazuje, w Rumunii jest dobrze rozwinięta sieć banków krwi. Z jednego nawet skorzystałam.  


 


wtorek, 28 października 2014
Tylko dlatego jadę

Przymusowy wyjazd do Rumunii ma jedną dobrą stronę - na lotnisku podejdę do kogoś z obsługi i oznajmię radośnie:

- Mi-am pierdut valiza!

Czyli: zgubiłam torbę... 


niedziela, 26 października 2014
Pojęcie ciężkich czasów bywa względne

1918: "Oszczędna kuchnia na ciężkie czasy" - ułożyła Pani Jadwiga.

Początek przepisu na bulion:

"Dla otrzymania pół kilograma bulionu bierzemy cztery kilogramy mięsa mieszanego: wołowiny, cielęciny, kury, indyczki i in."


                                         *****

 

1968 (wydanie IV): "Książka kucharska dla samotnych i zakochanych" - Maria Lemnis i Henryk Vitry.

Początek przepisu na befsztyk:

"Zdobycie polędwicy wołowej nie należy do rzeczy łatwych. Nie zrażajmy się tym, że przeważnie usłyszymy w sklepie rzeźniczym odpowiedź: "polędwicy nie ma". Jeśli zdobędziemy się na cnotę wytrwałości, uprzejma sprzedawczyni lub sprzedawca spyta nas kiedyś z uśmiechem: "czy zważyć całą polędwicę"? Zastanówmy się chwilę. Cała polędwica to duży wydatek, no, i jak na potrzeby kawalerskiego gospodarstwa zbyt wiele. Ale jeżeli jesteśmy "przy pieniądzach", a na dworze jest mroźna zima, kupmy przynajmniej pół kilograma. Będziemy wówczas jedli trzy dni pod rząd befsztyki, co zważywszy rzadkość pojawiania się tego specjału na naszym talerzu, sprawi nam sporo przyjemności."


15:24, kurt.wagner , asafetyda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 października 2014
On Mondays we carry on

Dysputy na temat chemii skończyły się ogólnorodzinną głupawką i chóralnym śpiewaniem "Na ulicy foluszników, tam zbieramy mocz - hahaha" na melodię "Szła dzieweczka". Ot, kolejny poniedziałek.


środa, 15 października 2014
Żyj niebezpiecznie - część druga

- ... dwadzieścia jeden, dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy... - stoi rozcapierzona MŻiK nad piekarnikiem. Dwucyfrowa wygląda zza węgła:

- Liczysz do wyjęcia z pieca? Do ilu?

- ... sześćdziesiąt cztery, sześćdziesiąt pięć, sześćdziesiąt sześć! Ha!

- Are you my mummy?

Ciągu dalszego chwilowo nie będzie.

 

(wężykiem: Doktor)

20:19, kurt.wagner , locha
Link Dodaj komentarz »
Żyj niebezpiecznie

MŻiK gnana potrzebą zrobienia czegoś Sensownego jedną ręką pracuje na komputerze ścigana Linią Śmierci, a drugą postanawia upiec ciasto bananowe. Okazuje się, że jest resztka oleju. Adoptuj, adaptuj i ulepszaj. MŻiK dodaje trochę takiej oliwy, której jej nie żal (po skrupulatnym wylizaniu resztek nicejskiej trwają poszukiwania Oliwy Idealnej o tym samym smaku). Rodzina zagląda do miski:

- Co to to-to? Blobfisz?

- Wydaliny blobfisza - koryguje MŻiK i szuka jajek. Potrzeba czterech, są dwa. Adoptuj, adaptuj i ulepszaj. Doda się więcej bananów. MŻiK ostrożnie obiera banany uważając na ewentualnego wałęsaka brazylijskiego (nie wiedziałam, że jego toksyna powoduje też priapizm). Sięga po przyprawy i dokonuje radosnego odkrycia:

- Już wiem, gdzie podziały się te saszetki z Vanishem! Schowałam je z cukrem waniliowym!

- Yyyy... - mówi Rodzina. 

- Spokojnie, przecież zauważyłam w porę - mówi MŻiK i mamrocze do siebie "adoptuj, adaptuj i ulepszaj" niezdecydowanie bawiąc się Vanishem.

Cdn.?


19:44, kurt.wagner , locha
Link Dodaj komentarz »